Newsletter

Wpisz swój adres email, aby otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach. Za minutę otrzymasz mail weryfikujacy. Sprawdź proszę pocztę.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą refleksje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą refleksje. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 grudnia 2011

Zadbaj o siebie!



Radosny spokój – taki stan towarzyszył mi w sobotę, gdy wychodziłam z zajęć w Szkole Trenerów .
Zajmowaliśmy się profilaktyką wypalenia zawodowego. I pewnie nie pisałabym Ci o tym, gdyby nie wyjątkowy sposób w jaki do tego tematu podeszła nasza trenerka – Ela Zawodniak.
Znacząca część warsztatu był to czas, który poświęciłam sobie, doświadczając treningów relaksacyjnych, rozluźniając się i odnajdując harmonię pomiędzy umysłem, emocjami i ciałem. Zastanawiałam się nad swoimi sposobami radzenia sobie ze stresem, przypominałam sobie chwile, które przywoływały na mojej twarzy uśmiech.
To skupienie na sobie dało mi niezwykłe ciepło i wewnętrzny spokój. Stan ten jest bardzo przyjemny. Dlatego chcę się nim z Tobą, Drogi Czytelniku, podzielić.
W okresie przedświątecznym często pędzimy. W tym pędzie niejednokrotnie zatracamy siebie i zapominamy o tym, aby o siebie zadbać. Działamy, działamy, działamy. Niejednokrotnie towarzyszy nam napięcie i stres. I kiedy przychodzi magiczny moment Świąt dopada nas choroba, czujemy się osłabieni i zmęczeni, a przez to nie do końca potrafimy skorzystać z magii tych chwil.
A przecież wystarczy parę minut relaksu dziennie, aby odnaleźć w sobie energię i spokój. I wcale nie musisz znać jakiś wyszukanych metod relaksacyjnych.



  • Pomyśl o tym, co naprawdę lubisz i obdaruj tym siebie. Zjedz ulubioną potrawę. Włącz przyjemną muzykę. Kup sobie coś ładnego. Przeczytaj ulubioną książkę. Zobacz zabawny film.


  • Znajdź takie tylko swoje miejsce, gdzie nie będzie niczego związanego z pracą i będziesz mógł się odprężyć i odciąć.


  • Poszukaj swojego sposobu na relaks. Być może będzie to dla Ciebie kąpiel w pachnącej pianie, może sport, górskie wyprawy, porządkowanie, spotkanie z bliskimi. Cokolwiek to jest, wygospodaruj na to czas i pielęgnuj go.


  • Oddychaj przeponą. Niby nic, a kilka głębokich oddechów potrafi zrelaksować i usunąć napięcie. Poznasz, że oddychasz przeponą, gdy podczas wdechu Twój brzuch będzie się powiększał, natomiast klatka piersiowa pozostanie nieruchoma. Sprawdź i trenuj oddechy :)


  • Przypomnij sobie, co lubiłeś robić, gdy byłeś dzieckiem. Co sprawiało Ci radość? Czy możesz robić to nadal? Zachęcam Cię, podaruj sobie dziecięcą radość! Gdy ja tylko przypominałam sobie przyjemności z dzieciństwa, od razu na mojej twarzy pojawił się uśmiech, a przecież nic jeszcze nie zrobiłam. Jaką radość mogłoby dać zrobienie tego?!

A na koniec mam dla Ciebie Klasówkę Świętego Mikołaja.
Odpowiedz na poniższe pytania, wybierając:
Nigdy
Czasem
Często
Zawsze
Jak często w ciągu minionego roku:
Byłeś dla siebie dobry i sprawiałeś sobie przyjemności?
Dzieliłeś się z innymi sobą?
Wyznaczałeś sobie cele, które zbliżały Cię do bycia szczęśliwym?
Robiłeś wszystko najlepiej jak potrafisz?
Zaplanowałeś starannie wakacje?
Dbałeś o ludzi, którzy Cię kochają?
Znajdowałeś nadzieję, nawet w beznadziejnych sytuacjach?
Dawałeś wsparcie innym?
Starałeś się, aby każdy dzień przynosił coś dobrego?


Odpowiadając, bądź szczery przed sobą. Jeśli wśród Twoich odpowiedzi pojawiały się słowa „nigdy” i „czasem”, zastanów się, co możesz zmienić, aby w przyszłym roku lepiej napisać klasówkę. Pamiętaj, nikt nie zatroszczy się o Ciebie tak jak Ty. Każda zmiana zaczyna się w Twojej głowie – już dziś możesz zrobić pierwszy krok.
Jeśli odpowiadałeś „często” i „zawsze”, Mikołaj przygotował dla Ciebie prezent – już dziś możesz sprawić sobie ekstra przyjemność :).
Klasówka pochodzi z materiałów Metrum
http://www.metrum.edu.pl/

O trosce o siebie i dawaniu sobie radości pisałam juz we wpisie Co sprawia Ci radość?


O tym czego nauczyłam się w Szkole Trenerów przeczytasz na stronie Kamili Molińskiej - Jak prowadzić skuteczniejsze szkolenia i wytyczać cele szkoleniowe?

wtorek, 4 października 2011

Czy już dojrzałeś?

Moim zdaniem w MLM stopniowo dojrzewa się do pewnych działań i decyzji.
Ja właśnie tak miałam i co chwilę mam od nowa :).

Na początku przez prawie miesiąc dojrzewałam do decyzji, aby zostać konsultantem i nie ukrywam, że gdyby nie delikatne naciski koleżanki, pewnie do dziś ta myśl pozostałaby tylko malutkim nasionkiem.
Później wzbraniałam się przed rekrutacją, czerpiąc znaczące korzyści ze sprzedaży. Kiedy jednak podjęłam decyzję, że będę budować swój zespół, łatwo znalazłam pierwsze konsultantki i zostałam menadżerem.
Podobnie było z tytułem Dyrektora – długo, długo chciałam tym Dyrektorem zostać i pracowałam, rekrutowałam, ale jakoś bez efektów. W końcu - po prawie rocznej przerwie, gdzie poświęciłam się studiom i nie rozwijałam swojej grupy – dojrzała we mnie myśl, że współpraca z Oriflame jest tym, co chcę robić. Wtedy podjęłam decyzję, a za decyzją poszły skoncentrowane na celu działania, które umożliwiły mi szybki awans i osiągnięcie tego, co postanowiłam.


Jestem przekonana, że takie świadome, dojrzałe podjęcie decyzji to już połowa sukcesu. Za tym idzie determinacja, to pozwala nam ustalić priorytety i pociąga za nami ludzi.


Zastanów się więc czego tak naprawdę chcesz? Jak ma wyglądać Twoje życie? Co chcesz w nim robić? Czy jest w nim miejsce na współpracę z Oriflame, czy może jest inny sposób, w jaki chcesz się realizować i zarabiać pieniądze? Pomyśl nad tym. Być może będzie się trzeba przestać oszukiwać i zobaczyć sprawy takimi jakimi są? A może jesteś we właściwym miejscu? W każdym razie zdecyduj się i podejmij działania, które pozwolą Ci zrealizować to, co postanowiłeś!

Spotykam konsultantów, liderów i Dyrektorów, którzy są w Oriflame i coś tam robią, często mając inne priorytety, ważniejsze sprawy.

Obserwuję też ostatnio kilka takich osób, które podjęły decyzję, wykorzystują świetny moment, jaki zapewnia teraz wsparcie od Oriflame i jestem przekonana, że osiągną to, czego chcą.

A do której grupy Ty należysz?

Ps. Wpis ten dedykuję ambitnym i dynamicznym kobietom, które właśnie zdecydowały się na współpracę ze mną i z którymi założyłam mój pierwszy zespół z prawdziwego zdarzenia – z misją, z wartościami, zasadami. Do nazwy jeszcze dojrzewamy :) .

niedziela, 28 sierpnia 2011

W drodze na szczyt.


Właśnie wróciłam z urlopu w stylu wellness. Przez kilka ostatnich dni chodziłam po górach, zdobywając tatrzańskie szczyty. Bliskość przyrody, wysiłek fizyczny i czas wolny pozwoliły mi odkryć liczne analogie pomiędzy wspinaniem na szczyt a odnoszeniem sukcesów w MLM.
W tym artykule chcę się podzielić z Tobą moimi spostrzeżeniami.
Pierwszy raz na takie dłuższe wędrowanie wybrałam się rok temu. Jednak wtedy nie byłam odpowiednio przygotowana i nie udało mi się znaleźć wszędzie tam gdzie chciałam. Postanowiłam więc, że tym razem będzie inaczej.
Jeszcze przed wyjazdem znalazłam osobę, która świetnie zna się na górach i poprosiłam ją o kilka ciekawych tras i wskazówek. Mając doświadczonego przewodnika (jest nim specjalista od spraw wellness - Adam Balion), czułam się pewniej i bezpieczniej. Choć Adama nie było ze mną w górach, wiedziałam, że mogę liczyć na jego pomoc. To w znacznej mierze mu zawdzięczam swoje górskie podboje. Pewnie gdyby nie jego propozycja wejścia na Świnicę, nie znalazłabym się 2300 m n.p.m. i nie odczuwałabym ogromnej przyjemności z pokonywania własnego lęku, wspinając się po łańcuchach. Pomyślałam sobie, że skoro zaproponował mi taką trasę - to wziął pod uwagę moje możliwości i wie, że dam radę. W Twojej drodze do sukcesu takim przewodnikiem jest Twój sponsor. To osoba, która ma doświadczenie, była już tam, gdzie Ty chcesz się znaleźć. Korzystaj więc z jego wskazówek i przekazywanej wiedzy. Sponsor przygotuje Cię do trasy, wskaże kierunek, powie jak należy iść, a w razie potrzeby udzieli pomocy. Nie licz jednak na to, że włoży Cię do swojego plecaka i zaniesie na szczyt – to Twoje zadanie!
On może Cię wspierać, a jego wiara w Twój sukces z pewnością doda sił.


Ważne było także przygotowanie. Trudno wyruszyć w wysokie góry bez kondycji fizycznej, odpowiednich butów, plecaka, mapy i prowiantu. Należy również zaplanować wędrówkę – ustalić cel podróży oraz poszczególne etapy i czas, który jest nam na to potrzebny, by nie zastał nas w górach zmrok. Podobnie wygląda to w MLM – zanim wyruszymy w swoją drogę do sukcesu, potrzebujemy należycie się przygotować – zdobyć niezbędną wiedzę i przetrenować umiejętności, wyposażyć w przydatne narzędzia, jak np. próbki produktów, zakupić i przeczytać kilka wartościowych książek. Bez tego łatwo o porażkę i szybką rezygnację, a nie zawsze chce nam się próbować jeszcze raz… Warto też ustalić plan, by wiedzieć dokąd zmierzamy. Ważne, aby postawić sobie cel długoterminowy, a także mniejsze cele, które będą informować nas o naszych postępach, dodawać motywacji i zapału do dalszych starań. Takie małe sukcesy sprawiają, że rośnie w nas siła i wiara w osiągnięcie tego, czego pragniemy. Gdy jesteś w górach i zdobywasz kolejne szczyty, wokół pojawiają się coraz piękniejsze widoki i masz świadomość, że do celu zostały już tylko dwie godziny marszu, mimo zmęczenia nabierasz chęci i zapału do dalszej wędrówki. Wystarczy tylko chwila odpoczynku i ruszasz dalej.
Droga na szczyt nie jest łatwa i czasem naprawdę można się zmęczyć, nabawić kilku otarć czy odcisków. Jednak gdy idziesz, możesz podziwiać wspaniałe widoki, czuć moc, jaką daje każdy kolejny krok i bliskość upragnionego celu. I ta radość, kiedy już jesteś na górze… Oczywiście są też drogi na skróty – na Kasprowy można przecież wjechać kolejką. Tylko, że wtedy nie poczujesz całej frajdy związanej z samodzielnym wspinaniem, z pokonywaniem swoich słabości, z pracą nad sobą. Na co dzień również możemy szukać dróg na skróty, wymigując się od przejęcia odpowiedzialności za własne życie. W ten sposób pewnie także gdzieś się znajdziemy. Jednak czy to będzie właśnie nasz upragniony szczyt? Czy poczujemy radość i spełnienie? Czy staniemy się silniejsi? Raczej wątpie.
Dlatego Drogi Czytelniku, życzę Ci wytrwałości w drodze na Twój szczyt i pięknych, rozwijających widoków w trakcie wędrówki.






niedziela, 7 sierpnia 2011

Dlaczego część działających w marketingu sieciowym zarabia mniej niż na etacie?



Nie ma to jak błogie wakacyjne lenistwo. Urlopy, wyjazdy, spotkania ze znajomymi, łapanie słońca (którego w tym roku jak na lekarstwo). Część z nas zatrudniona w jakiś firmach dostała (bądź nie) tydzień - dwa tygodnie urlopu i tym musi się zadowolić. Szczęściarze z marketingu sieciowego mogą sami decydować kiedy i na jak długi urlop pójdą. I bardzo dobrze. Możliwość decydowania o czasie pracy jest przywilejem osób, które związały się z marketingiem sieciowym.

Jednak nie oznacza to, że nasz urlop może trwać całe dwa miesiące. No, chyba że nie mamy planu w tym czasie zarabiać.


Takie przedłużające się urlopowanie skłoniło mnie do zastanowienia się nad jedną kwestią. W Oriflame poznałam dużo osób, które chcą zarabiać. Budują swój biznes, aby nie podejmować innej pracy i utrzymywać się. Rozpoczynając, zdają sobie sprawę, że na początku nie zarobią tyle ile dostaliby, podejmując jakąkolwiek etatową pracę. Oczywiście 300 – 400 zł nie jest szczytem ich marzeń, ale jakoś nie potrafią awansować dalej. A przecież pracują: dzwonią, organizują spotkania, współpracują ze swoim zespołem.


Co sprawia, że mimo wykonywanej pracy ich wynagrodzenie jest mniejsze niż osób zatrudnionych w standardowy sposób?



Wydaje mi się, że znalazłam jedną z możliwych przyczyn.
Część z tych osób, liczy na wynagrodzenie jak na etacie (często w końcu na tym etacie zresztą kończy), jednak nie traktują swojej współpracy z Oriflame jak takiej etatowej pracy. I jest to po części uzasadnione – skoro dużo mniej zarabiam, po co mam się tak wysilać? Z tym że nie sposób zacząć zarabiać więcej, dopóki nie zaczniemy traktować naszej pracy jako pracy.


Zatrudniając się gdzieś, musimy stawić się w pracy przygotowani do swoich zajęć o określonej porze i opuścić możemy ją także dopiero w wyznaczonym czasie lub gdy skończymy swoje zadanie. Przysługuje nam tylko określona ilość dni wolnych i mało kto z powodu np. bólu głowy, zmęczenia, spotkania ze znajomymi nie przychodzi do pracy. A w MLM to jakoś tak łatwiej… W każdej chwili mogę stwierdzić, że dziś już mi się nie chce, że w końcu są wakacje to może pojadę nad morze, że źle się czuję i zostanę w domu. Co tam zadania, które powinienem zrealizować i moje wyznaczone cele, przecież jeszcze zdążę.

Takie podejście często skutkuje jednym – stajemy w miejscu. Do pewnego poziomu możemy dotrzeć tak przy okazji, bawiąc się, ale jeśli chcemy zbudować swój dochodowy biznes potrzebujemy poświęcić temu uwagę i czas tak jak w standardowej pracy. Trudno jest awansować, zaniedbując swoje podstawowe obowiązki, pozostawiając swoich współpracowników samym sobie, opuszczając dni pracy, pozwalając sobie na to aby znajomi czy rodzina wyrywali nas z naszych zadań.


Gdy gdzieś pracujemy i pomagamy komuś rozwijać jego biznes jakoś nie wpadamy na pomysł, aby wyjść sobie z pracy, bo mama potrzebuje, by zrobić jej zakupy. A gdy pracujemy, aby zapewnić sobie dostatnie życie i stworzyć coś własnego jakoś łatwo nam zrezygnować z naszych marzeń, bo muszę ugotować obiad lub źle się czuję. No tak szef nas pilnuje i może nas zwolnić, a gdy sami jesteśmy swoimi szefami tylko poczucie odpowiedzialności za swoje życie i naszych współpracowników może sprawić, że sobie nie odpuścimy.


Dopóki będziesz traktować pracę w MLM jako dodatkowe zajęcie, nie licz że Twoje wynagrodzenie będzie większe niż dodatkowe. Jeśli natomiast założysz, że jest to Twoja praca (nawet w wymiarze połowy etatu) po kilku miesiącach możesz liczyć na wypłaty znacząco przewyższające te etatowe.

Co wybierasz?

wtorek, 7 czerwca 2011

Pobiegnij po swój sukces!

Nie zawsze było tak, że lubiłam biegać. W podstawówce długie dystanse budziły moją niechęć i przyprawiały o zawrót głowy. Nieprzymuszona przez wuefistkę zaczęłam biegać gdzieś w gimnazjum. Były to krótkie trasy i raczej miały charakter towarzyski. Sportowo biegam od jakiś trzech lat. Po prostu pewnego dnia podjęłam decyzję, że będzie to mój sposób na dbanie o kondycję.



Początkowo pokonywane przez mnie odcinki nie miały imponującej długości. Z biegiem czasu przebiegałam je coraz szybciej. Stopniowo też mogłam wypuszczać się na większe odległości. Wciąż jednak czułam zmęczenie.


Biegałam systematycznie, nie zważając na przeszkody. Zaczęłam wstawać wcześnie rano, by mieć czas, nie rezygnowałam, gdy padał deszcz czy śnieg. Czasem musiałam zmieniać trasy, kiedy na mej drodze pojawił się ujadający pies.


W efekcie teraz pokonuję prawie 10 km dziennie, bez większego zmęczenia. Bieganie stało się dla mnie tak łatwe, że mogę skupić się na doświadczaniu przyrody, wymyślaniu nowych rozwiązań czy planowaniu pracy. O tym jak rozwinęłam się w tej dziedzinie przekonałam się ostatnio. Uwielbiam biegać po lesie -sęk w tym, że jest on dosyć daleko ode mnie i odległość ta długo stanowiła dla mnie barierę. Kiedyś nawet myślałam, żeby podjeżdżać pod ten las samochodem, ale jakoś zarzuciłam ten pomysł. A teraz mogę się tam znaleźć siłą własnych nóg! To odkrycie napawa mnie dumą, bo nagle uświadomiłam sobie, że w pracy nad swoją kondycją odniosłam spory sukces.



Pomyśl proszę przez chwilę jak jest z rzeczami, których się podejmujesz. Myślę, że odkryjesz pewne analogie.


Zobacz, często gdy zaczynamy coś nowego, idzie nam opornie, czasem nawet nie wiemy, że coś możemy zrobić. Szybko mogą pojawić się pierwsze porażki i zniechęcenie. Czasem już na starcie odpuszczamy, a czasem zaciskamy zęby i próbujemy nadal.


Jeśli właśnie stawiasz swoje pierwsze kroki w MLM – daj sobie czas i nie zniechęcaj się. Być może jeszcze nie prowadzisz tak świetnie prezentacji jak Twój opiekun, czasem zacinasz się, wykonując telefony, paraliżuje Cię strach, gdy masz zebrać rekomendację. To normalne – ja też na początku nie biegałam zbyt dobrze. Potrzebujesz po prostu treningu – wielokrotnie powtórzona nowa umiejętność wchodzi nam z nawyk i możemy w elastyczny sposób nią dysponować, zwiększając swoją skuteczność.



Na początek podejmij decyzję. Określ, że to właśnie MLM będzie dla Ciebie sposobem na zarabianie pieniędzy i że dołożysz wszelkich starań, zaangażujesz się, poświęcisz swój czas i energię, aby osiągnać sukces.


Oczywiście kluczowa jest systematyczność – czynności wykonywanych od czasu do czasu zwykle nie opanujemy w satysfakcjonującym stopniu. Sporadyczne działania nie przynoszą też spektakularnych efektów. Niewiele korzyści przyniesie Ci organizowanie jednego spotkania rekrutacyjnego w tygodniu, jeśli natomiast będziesz miał minimum jedno dziennie nauczysz się przeprowadzać je po mistrzowsku, a szybki przyrost nowych konsultantów zapewni Ci oczekiwany sukces.


Na swojej drodze możesz również napotkać przeszkody, a ponieważ dopiero zaczynasz możesz odczuwać je dotkliwiej. Gdy zyskasz pewność siebie i wiarę w to, co robisz (a często – nie ma co ukrywać - przychodzą one dopiero z pierwszymi sukcesami) łatwiej będzie Ci radzić sobie z trudnymi sytuacjami – jak odwołane spotkanie, nieudana sprzedaż, drwiący znajomi. Póki co korzystaj ze wsparcia sponsora. W ciężkich momentach na pewno chętnie pomoże, dodając sił i motywując Cię do kolejnych działań.



Życzę wytrwałości w udanym biegu po Twój sukces.


Ps. A tak na marginesie zachęcam do biegania. Systematyczny trening nie tylko pozwala zadbać o kondycję i smukłą sylwetkę. Wspomaga także kreatywność i dostracza porcję poprawiających nastrój endorfin. O korzyściach z biegania przeczytasz w najnowszym numerze Coachingu.

środa, 2 marca 2011

Skąd się tu wzięłam?


W poniedziałek obchodziłam 25 urodziny. I naszła mnie taka myśl (tak - nawet mnie się zdarza :) ), że jak na dwudziestopięciolatkę sporo osiągnęłam.

Wiem, że sprawę ułatwiło mi też to, że 7 lat temu na swojej drodze spotkałam Oriflame.

Zaczęło się całkiem zwyczajnie – koleżanka chciała mnie zapisać, a ja nie chciałam być konsultantką. Nie znałam Oriflame, nie kupowałam kosmetyków z katalogów, w ogóle niezbyt wiele ich kupowałam, nie potrafiłam się pomalować, nie miałam żadnego doświadczenia ze sprzedażą. Do tego uczyłam się w wymagającym liceum, planowałam studiować psychologię i wiedziałam, że aby się dostać na wymarzone studia muszę dobrze zdać maturę.

Po prawie miesięcznych namowach - uległam. Przekonała mnie możliwość zarobienia dodatkowych pieniędzy, bo jako 17-latka dostawałam bardzo małe kieszonkowe, a jak wiadomo potrzeby miałam spore.

I zaczęło się. Pokazywałam katalogi, zbierałam zamówienia – okazało się to proste i, co więcej, sprawiało mi frajdę. Z katalogu na katalog rosły moje zamówienia i zarabiane pieniądze. Za pierwszą wypłatę kupiłam dla siebie kosmetyki, później przyszedł czas na glany (tego zakupu nie zapomnę chyba nigdy). W sprzedaży pomogły mi szkolenia i zdobyta na nich wiedza. Z biegiem czasu dowiedziałam się jak pomalować siebie i innych, jak pielęgnować cerę i w ogóle zadbać o siebie.


Gdy się zapisałam, o budowie grupy nie chciałam słyszeć – wydawało mi się bez sensu zapisywać swoich znajomych, którzy do tej pory ode mnie kupowali. Bałam się, że stracę klientów i nie będę miała komu sprzedawać. Po kilku miesiącach zrozumiałam wreszcie jakie korzyści płyną z zapraszania znajomych do współpracy i zauważyłam, że zapisane koleżanki zamawiają dużo więcej, a mój dodatkowy rabat rósł.

Oczywiście nie zawsze było różowo. Zresztą – w moim odczuciu – droga do tytułu Dyrektora do najłatwiejszych nie należy. Potrafi być za to ekscytująca, rozwijająca i bardzo ciekawa.
Przede mną było wiele wyrzeczeń, przełamywania siebie, koniecznych inwestycji, nieudanych spotkań, niedoszłych liderów. Ba, wiem, że ciągle mnie to czeka! Pamiętam jak wstawałam bardzo wcześnie, by gdzieś dotrzeć trzema autobusami, jak kombinowałam skąd wziąć na telefon, jak przerażona pierwszy raz stałam na promocji i bałam się podejść do colepiej wyglądających osób, jak drżącym głosem zaczynałam prowadzić pierwsze swoje szkolenie…

Sił dodawała mi obserwacja innych Dyrektorów. Czerpałam z ich wiedzy i doświadczenia. Podobał mi się styl życia dziewczyn, to jak się ubierały, wyglądały i bardzo chciałam tak jak one. Marzyłam i często wyobrażałam sobie, że jestem Dyrektorem. Pomocne były też dla mnie książki i szkolenia, w których uczestniczyłam. To czego nauczyłam się w ostatnich latach, jest dla mnie wielką wartością. Pozwoliło mi lepiej poznać i docenić siebie, zrozumieć swoje relacje z innymi, stać się bardziej uważną, zdobyć liczne umiejętności, odkryć czego chcę i co jest dla mnie ważne. Myślę, że współpracując z ludźmi, dojrzałam i zmieniłam siebie.
Pomyślałam, że chcę Ci o tym opowiedzieć. Może czasem - czytając mojego bloga lub obserwując mnie w pracy - myślisz sobie, że Ty tak nie potrafisz, że się nie nadajesz. Może też, zapominasz o tym jak dużo ciężkiej pracy za mną i zakładasz, że mi się udało, a Tobie pewnie się nie uda i nawet nie chcesz podjąć wysiłku.

Jeśli jesteś konsultantem Oriflame – życzę powodzenia i wytrwałości w Twojej drodze do upragnionych celów, poziomów, tytułów.

Jeśli jeszcze nie zdecydowałeś się dołączyć do Klubu Oriflame, a zainteresowała Cię ta historia, możesz teraz dołączyć do mojego zespołu i korzystając z posiadanej przeze mnie wiedzy i doświadczenia, rozpocząć swoją przygodę z Oriflame. Zapraszam.

Pozdrawiam,
Magda

piątek, 4 lutego 2011

Powiedz to...


Drogi Czytelniku,


Poczułam dziś coś niezwykłego i chcę się tym z Tobą podzielić.

Jak pewnie pamiętasz pisałam ostatnio, że chcę coś zmienić i podjęłam decyzję o rozpoczęciu Szkoły Trenerów.


Właśnie uczestniczę w pierwszym zjeździe. Jestem w trakcie 5 – dniowego treningu interpersonalnego. Każdemu polecam doświadczenie takiego kontaktu z sobą, ale nie o tym chciałam napisać.



Dziś pod koniec dnia dawaliśmy sobie komplementy. I gdy tak siedziałam i słuchałam na swój temat, czułam swoją reakcję oraz widziałam reakcje innych na kierowane w ich stronę komplementy, zrozumiałam jak ogromną moc ma dobre słowo. Jak uskrzydla, dodaje mocy, zachęca do podążania w obranym kierunku.


Niemal od razy miałam ochotę powiedzieć Ci, że warto abyś udzielał komplementów swoim współpracownikom, że to wzmocni podejmowane przez nich pozytywne działania i podniesie ich skuteczność. I tak na pewno się stanie.



Pomyślałam sobie jednak, że nie o to mi chodzi. Takie efekty przynosi informacja zwrotna, wyróżnienie. Kompement jest czymś magicznym. Chciałabym, abyś wykorzystywał komplement, by pokazać innym, że ich cenisz, że dobrze Ci przy nich. By pokazać, że są ważni, wyjątkowi i wartościowi. By dać nieoceniony prezent. By w ten sposób budować autentyczne relacje, zdobywać zaufanie – ważne więc, by komplement był prawdziwy, poprzedzony poznaniem i stanowił wynik szczerego uznania.

Być może nie znam Cię Czytelniku dobrze. Wiem jednak, że skoro tu zaglądasz, cechuje Cię ciekawość i chęć rozwoju.

Co jeszcze jest w Tobie cennego? Proszę podziel się tym ze mną, bym przez Ciebie mogła to w Tobie docenić.

niedziela, 30 stycznia 2011

Jak Twoje postanowienia?


Kończy się styczeń, mija więc pierwszy miesiąc nowego roku.
Po bardzo intensywnych ostatnich dniach – odpoczywam. Pojechałam poćwiczyć, a teraz ciesząc się błękitem i radosnym słońcem, myślę o swoich planach, celach, marzeniach.

Jestem zadowolona z siebie – nie zapomniałam jeszcze o postanowieniach noworocznych i choć czasem zbaczam z obranej ścieżki, konsekwentnie na nią wracam.

Ostatnio utwierdziłam się w przekonaniu, co do prawdziwości jednego stwierdzenia – w życiu naprawdę wiele zależy od nastawienia. Wystarczy zmienić sposób myślenia, by sprawy przybrały inny obrót. Oczywiście taka zmiana nie jest prosta, nie ulega jednak wątpliwości, że to my kreujemy własne myśli i jesteśmy za nie odpowiedzialni. Od nas więc zależy, jakie one będą.

Przekonałam się o tym, gdy zaczęłam poszukiwać przyszłych Liderów. Dotąd podczas spotkania rekrutacyjnego zależało mi na podpisaniu wniosku, teraz nastawiłam się na zapraszanie do współpracy osób, które chcą zarobić pieniądze. I faktycznie konsultanci, którzy ostatnio dołączyli do mojego zespołu, chcą czegoś więcej niż tylko tańszych kosmetyków… Przypadek?
A jak Twoje noworoczne postanowienia? Jak zaplanowane zmiany? Co już udało Ci się osiągnąć?
Życzę wytrwałości :) .

niedziela, 16 stycznia 2011

Chcę Ci się do czegoś przyznać...


Od tygodnia biję się z myślami: napisać /nie napisać.

Przyznać przed Wami, a przez to jeszcze mocniej przed sobą, że zabłądziłam i zgubiłam się?

Dziś silniejsza o wczorajszą Noworoczną Konferencję i wzmacniające wystąpienia Nowych Managerów postanowiłam, że napiszę.


Od 7 lat współpracuję z Oriflame.
Pierwsze trzy lata były czasem zabawy, testowania, gdy jeszcze nie traktowałam Oriflame jako firmy, z która chcę tworzyć swój biznes. Cieszyłam się po prostu z dodatkowych pieniędzy, zdobywanego doświadczenia, poznawanych osób.

Zmianę przyniosła decyzja, że chcę zostać Dyrektorem. Wtedy przyszedł najlepszy moment – z katalogu na katalog mój zespół rósł, a wraz z nim moje wypłaty. Zmieniłam swój styl życia, spełniłam mnóstwo marzeń. Poczułam się silna, niezależna i wiedziałam, że w tym co robię jestem dobra.
Przyszedł rok 2009 – najlepszy w mojej karierze. Marzyłam, planowałam, wierzyłam i realizowałam swoje cele. Szybko rozwijałam swój zespół i rozpoczęłam kwalifikację do tytułu Złotego Dyrektora.

Wszystko diametralnie zmieniło się, gdzieś w połowie minionego roku. Moje działania przestały przynosić zamierzone efekty, powoli zaczynałam tracić wiarę, entuzjazm, zaangażowanie. Dziewczyny, z którymi współpracowałam straciły je również, co zabolało najmocniej.

Od tamtego momentu zgubiłam wizję i kierunek, a w efekcie przestałam być liderem. Wciąż rekrutowałam i to ze świetnym skutkiem. Jednak jakoś tak się działo, że zapisywałam klubowiczów lub sprzedawców. Czy zresztą miałabym kogoś wtedy zainspirować? Zaganiana między jednym spotkaniem a drugim, nie znajdowałam czasu na analizę, samodoskonalenie, marzenie, czytanie. Zadowalałam się półśrodkami i po prostu byłam w Oriflame, nie wierząc w to, że jeszcze mogę sięgnąć wyżej.

W trudnych chwilach można:

  • Poddać się i zrezygnować

  • Udawać, że jest dobrze, wykonywać podstawowe błahe czynności, miotać się, pozostając w beznadziejnej sytuacji.

  • Jeszcze jaśniej sprecyzować swoją wizję i z większą siła i determinacją zmierzać w wyznaczonym kierunku.
Ja wybrałam to drugie.

Myślę, że i Ty odczułeś to na moim blogu. Kiedyś to miejsce żyło. Mogłeś (tak mi się nieskromnie wydaje) przeczytać tu wiele inspirujących wpisów, cennych porad, praktycznych i popartych moim doświadczeniem wskazówek, a ostatnio wszystko, co pisałam było miałkie. Nie dziwię się, że straciłeś ochotę do częstego odwiedzania, oceniania i komentowania.

Na szczęście przyszedł 2 stycznia 2011. Usiadłam i zaczęłam myśleć, analizować, zastanawiać się nad sobą, swoją przyszłością, tym co dla mnie ważne. I znów podjęłam decyzję, że Oriflame jest tym miejscem, gdzie chce się realizować. Uwierzyłam w to, że mogę, zaczęłam marzyć i przeradzać te marzenia w plan. Chwilę później przyszły pierwsze działania – zaczęłam poszukiwać partnerów do współpracy. To niesamowite, jak dużo zmienić może nastawienie! Wśród osób w moim zespole szybko znalazły się takie, które chcą. Teraz wspólnie ustalamy zasady, stawiamy cele i rozpoczynamy pracę. Takie momenty uskrzydlają i jeszcze silniej umacniają mnie w przekonaniu, że mogę być kimś więcej niż zwykłym Dyrektorem. Na nowo rozpoczynam drogę do Złota, widzę siebie w Volvo S 40.

Ostatnie miesiące były dla mnie wartościową lekcją. Wiem już, jak nie działać. Teraz mam w sobie silne przeświadczenie, że to będzie dla mnie przełomowy rok. Zdaję sobie sprawę, że czeka mnie wiele pracy i dużo trudnych sytuacji, jednak wizja czekających sukcesów i zrealizowanych celów pozwala mi się cieszyć. W ogóle to, co robię znów zaczyna mi sprawiać radość i częściej się uśmiecham.

A jak jest w Twoim przypadku czytelniku? Czego Ciebie nauczył miniony rok? Z czym wchodzisz w 2011? Jeśli masz odwagę zachęcam do refleksji i być może podzielania się swoimi przemyśleniami.

niedziela, 2 stycznia 2011

Ważne noworoczne pytanie.


Z racji pierwszych noworocznych dni, chciałabym skłonić Cię do refleksji. Odpowiedz dziś sobie na pytanie:


O czym ośmieliłbyś się marzyć, gdybyś wiedział, że na pewno nie poniesiesz porażki?


A co teraz Cię powstrzymuje? Co mógłbyś zrobić, aby ominąć to zahamowanie?


Radości z wyznaczania celów i ustalania kierunków w 2011.


Pozdrawiam.

piątek, 5 listopada 2010

Nie przegap okazji.


Od kilku miesięcy chodzę na siłownię i fitness. Wiadomo ruch to zdrowie i w zdrowym ciele – zdrowy duch. Więcej na ten temat znajdziecie na blogu Adama Baliona W rytmie Wellness.

Bo ja dziś o czymś innym chcę Wam napisać.

Mianowicie o wykorzystywaniu okazji.

W zeszłą niedzielę w Pure – siłowni, w której ćwiczę, zorganizowałam promocję. Robiłyśmy makijaże, promowałyśmy Wellness i proponowałyśmy członkostwo w Klubie Oriflame. Efekt – nowi klienci, nowi konsultanci i sporo kontaktów. A do tego kolejne zaplanowane w tym miejscu akcje.

Co najzabawniejsze – to nie ja wpadłam na pomysł, by właśnie tam zrobić promocję. Wymyślił to mój lider – Małgorzata Butryn. Ja tylko uskuteczniłam jej propozycję, śmiejąc się ze swojej ślepoty, która przysłoniła mi świetną możliwość.

I myślę sobie, iż wielu z nas ma tak, że czasem nie wykorzystuje szans, które są w zasięgu ręki, wiele przy tym tracąc.

Zastanów się więc, proszę, jakich możliwości do tej pory nie dostrzegałeś i z czego Ty mógłbyś skorzystać.

  • Może chodzisz jeszcze do szkoły lub na studia i łatwo mógłbyś wśród znajomych porozsyłać ankiety konsumenckie (przykładową ankietę możesz ode mnie otrzymać, zostawiając swojego maila w komentarzach).
  • A może masz znajomą fryzjerkę, u której w salonie mógłbyś zostawić katalogi, powiesić plakat czy zorganizować promocję i każdej klientce wykonać makijaż lub dobrać program pielęgnacyjny.
  • Z pewnością też znasz osoby, które w tym roku mają studniówkę i które bardzo ucieszyłyby się z warsztatów makijażu studniówkowego i możliwości kupienia taniej produktów.

Jakie jeszcze dostrzegasz możliwości? Co mógłbyś wykorzystać?

Powodzenia!

niedziela, 10 października 2010

Zapanuj nad czasem!


Czujesz, że brakuje Ci czasu? Wciąż gdzieś gnasz? Robisz wszystko na ostatnią chwilę?
Często w ciągu dnia robisz wiele rzeczy w pośpiechu? Masz wrażenie, że w pracy kręcisz się?

Wielu z nas ma problem z efektywnym wykorzystaniem swojego czasu, zachowaniem odpowiednich proporcji między pracą, czasem dla bliskich, dbaniem o zdrowie i własny rozwój.

W głowach niejednego pojawia się pytanie: w jaki sposób planować, by znaleźć czas na wszystko, co dla nas ważne?


Pewnie znasz opowieść o nauczycielu, który do zobrazowania skutecznego wykorzystania czasu użył słoika. Najpierw wypełnił go dużymi kamieniami i spytał swoich uczniów, czy coś jeszcze zmieści się do środka. Gdy oni zaprzeczyli wsypał do słoika żwir, który wypełnił przerwy między kamieniami, a później dosypał jeszcze piasek.

Co by się stało, gdyby nauczyciel zaczął od piasku? Czy wtedy udałoby mu się włożyć do słoika duże kamienie?

Ten słoik może obrazować nasze życie. Kamienie stanowią rzeczy dla nas najważniejsze (dla każdego mogą być one inne), żwir i piasek to mniej istotne rzeczy, które jednak zwykle wypełniają nasz dzień. Gdy pojawia się ich wiele, często brakuje nam czasu na zajęcie się tymi istotnymi rzeczami. Zaganiani, zapracowani nie mamy już siły, by spędzić czas z rodziną, zrobić coś dla swojego zdrowia, przeczytać wartościową książkę, porozmawiać ze swoim liderem.

Dlatego planując swój czas, zaczynaj od tego, co jest naprawdę dla Ciebie ważne, co wnosi nową jakość do Twojego życia. Oczywiście nie jest to łatwe, gdyż te ważne rzeczy rzadko krzyczą – „zrób mnie teraz”, a codzienne sprawy potrafią głośno domagać się o zwrócenie na nie uwagi. Stąd niezbędne jest wygospodarowanie w swoim terminarzu miejsca i wpisanie „kamieni”. Gdy umieścisz je w swoim planie dnia i przeznaczysz na nie określony czas, łatwiej będzie Ci zająć się nimi.

Do spraw ważnych należą działania długofalowe, które nie przynoszą widocznych efektów od razu – np. szkolenie konsultantów, kreowanie liderów, budowanie relacji z zespołem, analiza swojej pracy, tworzenie wizerunku w sieci, rozwój własny. Czasem między jednym a drugim spotkaniem rekrutacyjnym trudno nam znaleźć czas na książkę, która mogłaby znacząco podnieść naszą efektywność.

Warto więc poszukać równowagi i zastanowić się nad podejmowanymi działaniami – czy robię rzeczy, które rzeczywiście są ważne i w długiej perspektywie przynoszą mi znaczące korzyści? A może jest tak, że skupiam się na drobnostkach? Pomyśl, co przyniesie Ci większe korzyści za rok lub dwa:
- obsługa 15 klientów czy zaproszenie ich do Oriflame, wyszkolenie i zachęcenie, by one polecały kosmetyki i plan marketingowy swoim znajomym?
- rekrutowanie nowego konsultanta czy wyszkolenie już posiadanego, aby sam rekrutował?

Oczywiście działania długofalowe w pierwszym momencie wymagają od nas sporo pracy, poświęcenia większej ilości czasu i uwagi. Mogą też spowodować, że na początku zarobimy mniej lub nie odczujemy wzrostu wynagrodzenia, jednak w dłuższej perspektywie czasu pozwalają nam odnieść większe korzyści finansowe i angażować mniej swojego czasu.

Zachęcam Cię dziś, abyś przyjrzał się swojej pracy. Pomyśl, co robisz na co dzień i ile z tych rzeczy jest naprawdę ważnych dla Twojego rozwoju i w ogóle dla Ciebie.
Czy chciałbyś coś zmienić? Co zrobisz, aby te zmiany wprowadzisz? Czy są jakieś działania, które mógłbyś zlecić innym? A może są takie, które możesz zupełnie wyeliminować?

W środę zaproponuję ćwiczenie, które pomoże Ci w refleksji nad Twoim czasem.

środa, 1 września 2010

Co rzeczywiście robisz, gdy „pracujesz”?


Zszokowały mnie ostatnio badania, z których wynika, że co 6 polski pracownik uważa, że efektywnie pracuje tylko przez 15 minut dziennie. Okazuje się również, że wielu pracowników potrzebuje pół godziny, by rozpocząć swoją pracę i tyle samo czasu zajmuje im przygotowanie się do jej zakończenia i wyjścia do domu. Co więcej sporo czasu w ciągu dnia poświęcają oni na przeglądanie portali społecznościowych czy innych stron internetowych, co wpływa na ich wydajność w miejscu pracy.

Przytoczone dane skłoniły mnie do refleksji nad tym, jak to jest w Oriflame.

Pierwsza nasunęła mi się myśl, że w gruncie rzeczy konsultanci nie są zmuszani do spędzania w pracy określonego czasu, nie powinni więc mieć tendencji do wynajdowania sobie jakiś zastępczych czynności. Najsensowniej byłoby wykonać zadaną sobie pracę w najefektywniejszy sposób, a później zająć się innymi rzeczami.

Nie zawsze jednak tak się dzieje i czas pracy potrafią zajmować nam najróżniejsze czynności.

Pomyśl, co robisz, gdy nikt nie przychodzi na umówione spotkanie.
Idziesz wtedy na ankiety, czytasz marketingową książkę, dzwonisz do swojego zespołu lub do osób z rekomendacji?
A może wybierasz się na obiad, prowadzisz bezproduktywne rozmowy z innymi konsultantami albo po prostu siedzisz i czekasz na kolejne spotkanie?

Ile czasu zajmuje Ci zabranie się za telefony? Co robisz przy okazji? Jak długo tworzysz maila do grupy? I co robisz, gdy przy tym tworzeniu jednak go nie tworzysz?

Ile razy dziennie sprawdzasz maila? Jak często przeglądasz raport aktywności i co z tego wynika?

Ile czasu rzeczywiście pracujesz, a ile tylko spędzasz w pracy?

Co możesz z tym zrobić? I jak wprowadzenie zmian wpłynęłoby na Twoją efektywność i odnoszone wyniki?

Pomyśl o tym, gdy kolejny raz będziesz zastanawiał się, czym tu się zająć w pracy.


niedziela, 29 sierpnia 2010

Efekt samej ekspozycji, czyli dlaczego klienci wolą Avon?


I co my możemy z tym zrobić?

Wyobraź sobie, że wchodzisz do sklepu z zamiarem kupienia czegoś do jedzenia. Twój wybór padł na jogurt (nie ma to jak być wellness!). Stajesz przed półką, na której stoi około 20 różnych jogurtów. Sam nie wiesz, który wybrać (w sklepie nie ma Twojego ulubionego), ale przypominasz sobie widzianą niedawno reklamę i decydujesz się na prezentowany w niej produkt.

Co sprawiło, że wybrałeś właśnie ten?

Być może Twój wybór wynikał z faktu, iż wcześniej widziałeś ten jogurt w reklamie i jako jedyny z czymś Ci się kojarzył, w jakiś sposób wydawał się znajomy.

Efekt samej ekspozycji (mere exposure effect)
został odkryty i potwierdzony w serii badań przez psychologa Roberta Zajonca już w latach 60 ubiegłego wieku. Wynika z niego, iż pozytywniej oceniamy to, z czym już zetknęliśmy się w przeszłości. Atrakcyjniejsze jest dla nas po prostu to, co znamy.


Ciekawostka: efekt samej ekspozycji sprawia np. że wybieramy bardziej popularnych polityków, a także bardziej lubimy ludzi, z którymi spędzamy więcej czasu!

Myślę sobie, że podobnie jak z jogurtem może być z produktami kosmetycznymi.

Nie ma co ukrywać, iż w Polsce najpopularniejszą firmą kosmetyczną sprzedaży bezpośredniej jest Avon. Posiada więcej konsultantów niż Oriflame, z których usług korzysta więcej klientów.
Oczywiście nie jest tak, iż klienci ci kupują tylko i wyłącznie w Avon. Jednak produkty i struktura katalogu są im na tyle dobrze znane, że lubią je i łatwiej właśnie w tej firmie robić im zakupy kosmetyczne.

Co się dzieje, gdy konsultant z Oriflame przynosi katalog zadowolonej klientce Avon?
A co się dzieje, gdy Ty, kupując od kilku lat w Oriflame, przeglądasz katalog konkurencyjnej firmy?

Trudno coś wybrać sposób całego mnóstwa nieznanych produktów, które do tego ułożone są w niezrozumiały, dziwny sposób. Prawda?

Podobnie reagują klientki, które rzadko zamawiają z Oriflame lub po raz pierwszy widzą katalog. I nic w tym dziwnego. Nieznane budzi naszą niechęć, odbiera poczucie bezpieczeństwa oraz wymaga dużo większej uwagi i czasu, którego zwykle nie chcemy poświęcać na przeglądanie katalogu. Przyjemniejszy wydaje się wtedy znany katalog konkurencji.

Powróćmy więc do pytania ze wstępu: co możemy z tym zrobić?

  • W pierwszej kolejności polecam Wam przygotowanie katalogu . Wybranie kilku produktów i krótkie opisanie ich czyni właśnie te kosmetyki bardziej znanymi i ułatwia wybór z bardzo szerokiej oferty.

  • Efektywna jest również rozmowa z klientką o jej preferencjach kosmetycznych. Dobrze spytać, czym kieruje się przy wyborze produktów, jakich najczęściej używa. Wtedy wykorzystując to co lubi, możemy – pokazując podobieństwo - polecić jej podobne rzeczy z naszej oferty. Przydatna okazuje się tu umiejętność stosowania DAMY .

  • Sama bardzo chętnie korzystam z tego sposobu, dodając do tego jeszcze prezentację produktów, czyli wykorzystuję efekt samej ekspozycji. Najczęściej w trakcie spotkań kosmetycznych pokazuję klientkom kosmetyki, które je interesują, których używają i zaznaczam je w katalogu, by przy ponownym przeglądaniu katalogu mogły przypomnieć sobie, że już widziały te produkty. Podobnie zadziała samo przejrzenie z klientką katalogu i wskazanie tych kilku kosmetyków, a później wręczenie jej katalogu, by mogła go jeszcze w domu przejrzeć.

Podsumowując, jeśli trafisz na klienta, który nie zna Oriflame, poświęć trochę czasu na zapoznanie go z ofertą. To zwiększy prawdopodobieństwo, że wybierze dla siebie jakieś produkty, a w przeszłości przekona się do Twojej oferty, która stanie się dla niego czymś znanym - patrz bardziej atrakcyjnym.

A jakie Wy macie pomysły na to, by uczynić nasze produkty bardziej znanymi i atrakcyjnymi dla klientek, które do tej pory nie korzystały z oferty Oriflame?
Czekam na Wasze propozycje w komentarzach.

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Jak wykorzystasz wakacje?


Wczoraj zdałam sobie sprawę, że dawno nie odwiedzałam swojego bloga. Wczoraj nawet zamierzałam do Was napisać. Tylko rolkowy wypadek i bolący łokieć odwiódł mnie od tego.

Dawno nie pisałam, ponieważ zrozumiałam, że chcę ukończyć kwalifikację do tytułu Złotego Dyrektora i za rok jeździć Volvo.

Tak mnie ten cel pochłonął, że w ferworze walki spotkaniowo - telefonowo– promocyjno – szkoleniowej mało mam czasu na pisanie.

Teraz wykorzystuję moment, że zaproszona osoba nie przyszła – mi także takie sytuacje się zdarzają. Zresztą średnio raz dziennie – dlatego planuje ok. 6 spotkań, by wyjść na swoje.

Wiem, że wakacje są świetnym momentem do intensywnej pracy i powiększania swojego zespołu. Dzień trwa dłużej, ludzie chodzą bardziej uśmiechnięci, mają więcej czasu na spotkania, szukają pracy i dobrych kosmetyków na wyjazdy. W zasadzie już od kilku lat wykorzystuję ten czas, aby ostatni kwartał roku zamknąć ze świetnymi wynikami.

A co Ty zrobisz w te wakacje?

Jaki masz cel i jak planujesz go zrealizować?

Jaką nagrodę zamierzasz sobie podarować po realizacji swojego celu?

Jakie przeszkody mogą Cię spotkać, jak możesz je rozwiązać, kto może Ci w tym pomóc?

Wykorzystaj ten czas! Powodzenia!

sobota, 5 czerwca 2010

Dlaczego zwykle jest tak jak wiemy, że będzie?


Czyli o samospełniającym się proroctwie – zjawisku psychologicznym znanym i badanym od wielu lat. Opisuje ono wpływ naszych przekonań i oczekiwań na zachowania nasze bądź innych, które w konsekwencji prowadzą do potwierdzenia wcześniejszych założeń.


Zacznijmy od omówienia pewnego eksperymentu (przytaczam go z pamięci, stąd brak nazwisk i możliwa niezgodność np. czasu badania).

W jednej szkole wśród - dajmy na to - szóstoklasistów przeprowadzono test kompetencji, w wyniku którego podzielono ich na dwie klasy – tych bardziej i mniej zdolnych.

Gdy po upływie pół roku przeprowadzono test kontrolny, okazało się, że zdolniejsi uczniowie jeszcze poprawili swoje wyniki, natomiast w klasie słabszych uczniów wyniki w teście obniżyły się.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż początkowego podziału uczniów dokonano nie na podstawie wyników w teście kompetencji, a w sposób losowy!

Cóż więc spowodowało zaistniałą różnicę w ich osiągnięciach?

Mogę się założyć, że macie już gotową odpowiedź. To nastawienie nauczycieli, jak i samych uczniów wpłynęło na osiągnięte w drugim teście rezultaty. Przecież od zdolniejszych można więcej wymagać, łatwiej przekazać im wiedzę. Skoro jestem zdolna chętniej i szybciej się uczę.

Zostawmy jednak badania i przenieśmy się na nasze podwórko.

Zastanów się, jak Twoje nastawienie kształtuje Twoje relacje i wpływa na Twoje wyniki w pracy.

Nie oszukuj się, że nie wpływa! Możesz nie zdawać sobie z tego sprawy, ponieważ proces ten jest nieświadomy i zachodzi mimowolnie. Jednak nie ulega wątpliwości, że sposób w jaki postrzegasz siebie, innych i świat niejednokrotnie niesie określone (czasem nieporządane przez Ciebie) konsekwencje.

Pomyśl więc lepiej nad tym, co zrobić, aby efekty tego wpływu były dla Ciebie korzystne.

Przypomnij sobie sytuację, gdy szedłeś na spotkanie rekrutacyjne z przeczuciem, że ta osoba nie będzie zainteresowana członkostwem w Oriflame. W jaki sposób opowiadałeś jej o korzyściach? Czy wykorzystałeś wszystkie argumenty? Jaki był ton Twojego głosu? Czy byłeś pewny siebie? A może zdarzyło użyć Ci się sformułowań: „W zasadzie proszę to przemyśleć”, „Pewnie będzie Pani wolała tylko ode mnie zamówić”?

I jakim skutkiem skończyło się to spotkanie?

A skąd wzięło się u Ciebie w głowie przeświadczenie, że ta osoba nie będzie zainteresowana?


Nie masz dużego wpływu na proces samospełniającego się proroctwa.

Masz jednak ogromny wpływ na myśli, które doprowadzają do jego zaistnienia.

Zmień je więc tak, aby Ci służyły!


Optymistyczne myśli i pozytywne nastawienie do życia i innych ludzi sprawiają, że żyje nam się łatwiej i radośniej. Jest tak, że gdy my jesteśmy mili i otwarci, inni zachowują się wobec nas podobnie. Gdy my się uśmiechamy, inni odwzajemniają się nam uśmiechem. Gdy jesteśmy przekonani do tego, co proponujemy, inni z większą gotowością chcą z tego skorzystać.

Sebastian Schabowski w Psychologii Osiągnięć pisał o prawie zwanym "The Law of Correspondence". Prawo to zakłada, że nasze myśli się urzeczywistniają i to co spotyka nas teraz jest odbiciem tego, co wcześniej pojawiło się w naszej głowie.

Zastanów się, czym karmisz swoje myśli i jaki ma to wpływ na Twoje przekonania, a konsekwencji zachowania i reakcje innych.
O potrzebie pozytywnego myślenia pisałam już na Oriflameteam we wpisie Zaprogramuj się na sukces .

Henry Ford powiedział kiedyś,

że niezależnie od tego, czy myślisz,

że się uda, czy też że odniesiesz porażkę,

w obu przypadkach będzie właśnie tak

jak myślisz, że będzie.



I z tą sentencją chciałabym Cię zostawić.

O nastawieniu przeczytasz też we wpisie Pozytywne nastawienie nie wystarczy na blogu Kamili Molińskiej.

sobota, 29 maja 2010

Co sprawia Ci radość?


Zainspirowana dzisiejszym spotkaniem MBC, porannym bieganiem i niedawno odbytym rejsem postanowiłam pochylić się dziś nad poszukiwanym i upragnionym przez wszystkich szczęściem.

Pewnie niejednokrotnie zastanawiałeś się nad tym, co da Ci szczęście. Zapewne w swoim życiu postępujesz tak, by być szczęśliwym. Jestem również przekonana, że podążając drogą ku realizacji swoich marzeń, zbliżasz się do swojego szczęścia.

Dziś jednak chciałabym, byś zastanowił się nad codziennością i abyś to patetyczne nieraz szczęście sprowadził na poziom bardziej przyziemnej codziennej radości.

Czy każdego dnia dostarczasz sobie powodów do uśmiechu?
Czy budząc się rano, z ekscytacją czekasz na to, co przyniesie nowy dzień?
Czy wiesz, jak sprawić sobie radość?

Odpowiedz szczerze na te z pozoru błahe pytania. Co zauważasz?

Czy w drodze do swojego szczęścia pamiętasz o codziennej radości? Czy w Twoim życiu jest miejsce na drobne przyjemności i taką autentyczną, nieskrępowaną, dziecięcą radość? Czy w natłoku codziennych zajęć znajdujesz czas na dające Ci satysfakcję rzeczy?

Jeśli tak – gratuluję, już znalazłeś swoje szczęście.

Jeśli nie – zachęcam Cię byś podjął moje wyzwanie.

Zastanów się teraz, co sprawia, że się uśmiechasz, że jest Ci dobrze, że nabierasz chęci do działania. Pomyśl proszę, co daje Ci radość?

Ja odkryłam, że niesamowicie cieszy mnie ruch – szczególnie jazda na rolkach. Uwielbiam też sprawiać innym drobne bezinteresowne przyjemności oraz obserwować rozwój i sukcesy moich współpracowników. Radość daje mi taniec, spontaniczność i słońce, w ogóle dobrze się czuję w kontakcie z naturą. O ekscytację przyprawia mnie pokonywanie swoich ograniczeń, poznawanie siebie. Uśmiecham się, gdy dobrze się bawię, np. podczas koncertów. Odczuwam radość, gdy doświadczam bliskości ważnych dla mnie osób. A czasem cieszę się tak po prostu.

A jak jest z Tobą? Co Tobie sprawia radość?

Lubisz szybką jazdę samochodem? Zabawę z dzieckiem? Ugotowanie czegoś pysznego? Zjedzenie ulubionej potrawy? Seks? Ciekawą książkę? Jakiś sport? Malowanie? Śpiewanie? Tańczenie?

Gdy już wiesz, co to jest, znajdź na to czas!

Zachęcam Cię, byś zaczął wstawać o godzinę wcześniej i każdego dnia darowywał sobie godzinę radości. Taką godzinę tylko dla siebie, na naładowanie akumulatorów i dostarczenie sobie energii na cały aktywny dzień.

Zrób to! Nastaw budzik o godzinę wcześniej i zacznij od jutra!

Zobaczysz jak bardzo zmieni się Twój dzień (a w konsekwencji życie), gdy rozpoczniesz go od dających Ci radość czynności. Naprawdę poczujesz się lepiej, gdy zamiast porannej gonitwy, podarujesz sobie odrobinę przyjemności.

W naszej pracy wiele zależy od nastawienia, dlatego jestem przekonana, że dawanie sobie radości ma duże znaczenie. Szczególnie w sytuacji, gdy pojawiają się jakieś niepowodzenia i tracimy rozpęd do działania. Wtedy naprawdę warto odciąć się nieprzyjemnych wydarzeń i zająć tym, co daje nam radość. Przybici raczej nie wypadniemy dobrze na spotkaniu i nie zainspirujemy innych do realizacji ich celów.
Entuzjazm natomiast jest zaraźliwy – uśmiechnij się, a świat będzie się cieszył razem z Tobą! Pomyśl, gdy jesteś radosny wszystko przecież staje się prostsze. Łatwiej dzwonić, rekrutować, szkolić. Radosnym jest w życiu łatwiej, a na pewno weselej.

poniedziałek, 24 maja 2010

Na morzu



W sobotę w nocy wróciłam z rejsu. Zmęczona, zmarznięta i nieco obolała, ale przy tym dumna z siebie i bardziej dojrzała.

Ponieważ to tygodniowe doświadczenie było tak różne od tego, z czym ja - a pewnie i Wy również - mam do czynienia na co dzień, pomyślałam, że podzielę się z Wami moimi przeżyciami i przemyśleniami.

Życie na morzu dla kogoś takiego jak ja było dużym wyzwaniem, jednak każdy kolejny dzień umacniał mnie w przekonaniu, że jest to wyzwanie, któremu mogę sprostać i dzięki któremu mogę stać się silniejsza. Taka też wróciłam – poznałam swoją siłę, a przy tym spokorniałam, rozumiejąc, że nie z wszystkim można walczyć i pewne sytuacje należy po prostu zaakceptować zamiast niepotrzebnie tracić energię.



Miałam wrażenie, że na morzu przestałam zastanawiać się, co zrobić by było mi dobrze, wygodniej, przyjemniej, a zaczęłam myśleć, jak sprawić, by nie było mi niedobrze, by stawić czoła kolejnym zadaniom.


Większego znaczenia nabrała też dla mnie praca zespołowa. Poznałam siłę, która drzemie w zespole, wzajemne wsparcie, pomoc i dobrą zabawę.

Rytm dnia na żaglowcu: wczesne wstawanie, apele, czterogodzinne wachty, określone godziny posiłków i alarmy pozwalał na oderwanie się od codzienności i sprawiał, że wszystko stawało się proste. Na komfort, „uprzyjemniacie” i „zabijacze” czasu (jak telewizja, internet, jakieś spotkania) nie było miejsca, co umożliwiało kontakt ze sobą i swoimi emocjami, poznanie swoich reakcji i odkrycie kierujących nami mechanizmów.

Zadziwiające jak rzadko na co dzień przebywałam ze sobą, a tu w czasie nocnej wachty, gdy obserwowałam morze, miałam taką możliwość.

A Ty znajdujesz na to czas? Potrafisz przebywać ze sobą w ciszy i skupieniu?

Ten rejs był dla mnie niezwykłą szkołą. Dostarczył mi wielu okazji, by sprawdzić siebie, zmierzyć się ze sobą i pokonać swoje słabości.

Nie należę do osób, które panicznie boją się wysokości, nie jestem też jednak pasjonatką patrzenia w dół z dziesiątego piętra. Pewnie rozumiecie, o co mi chodzi i myślę sobie, że wielu z Was odczuwa podobnie. Dlatego też opowiem Wam o jednym z moich statkowych doświadczeń.

Na początku rejsu przy dużej pomocy naszego bosmana wdrapałam się na umieszczone w 1/3 wysokości masztu gniazdo. Roztaczał się w niego niezwykły widok, wiedziałam jednak, że wyżej jest jeszcze piękniej. Mimo to bałam się wspinać dalej. Myśl, by wejść na samą górę nawiedzała mnie każdego dnia. Za każdym razem jednak, gdy miałam okazję zmierzyć się z wysokością stosowałam jakiś wykręt. Niby chciałam, ale nawet nie próbowałam. Aż w końcu przyszedł taki moment, kiedy bosman zaproponował nam zbliżenie się do portu w nietypowy sposób. Nazwał to paradą rejową i chciał, aby kilkanaście osób wspięło się na maszt i porozstawiało się po rejach (poziome belki na maszcie, do których przymocowane są żagle). Pomyślałam, że teraz albo nigdy! Słuchając rad cierpliwego oficera i obserwując wykonywane przez niego kroki, zaczęłam powoli, pod jego okiem, wspinać się do góry. Moim celem była druga reja. Gdy już na niej się znalazłam, poczułam gotowość by pójść wyżej i naprawdę zapragnęłam znaleźć się na samej górze. Tą dalszą podróż podjęłam już sama i choć momentami odczuwałam niepewność - ogromna chęć, by spełnić swoje marzenie i doświadczyć czegoś wyjątkowego dawała mi siłę, by wspinać się dalej. To naprawdę niesamowite uczucie znaleźć się na wysokości przeszło 20 metrów, stojąc na linie i wspierając się tylko o reję. Poczucie mocy, duma z pokonania siebie i szerokie pole widzenia były właściwą nagrodą.

Nie opowiadam Wam tego tylko po to, by się pochwalić. Jestem przekonana, że odnajdujecie w tej historii analogię do – czasem wymagającego ogromnej siły i zaparcia - sięgania po swoje cele.

Życzę Wam więc radości ze wspinania się na Wasze wysokie maszty.

niedziela, 25 kwietnia 2010

Rozmarzyłam się dzisiaj

Marzycielka ze mnie. Jednak czasem zdarza mi się, że na jakiś czas zapominam jak wielką moc mają marzenia.

Ostatnio rzadko marzyłam, aż do dziś…


A wszystko za sprawą szkolenia dla Managerów i Dyrektorów , które odbyło się w ten weekend na Zamku.
Ten wyjazd pod każdym względem był wyjątkowy:

  • Wyjątkowi prowadzący zrzeszeni w Baobab Group - Kamila Molińska, Bernard Jastrzębski, Roman Hadasik

  • Wyjątkowy gość - Ryszard Armanowski – kierownik sprzedazy regionu śląsko – opolskiego

  • Wyjątkowi uczestnicy – najlepsi liderzy z trzech prężnie rozwijających się struktur

  • Wyjątkowe miejsce – Zamek w Kamieniu Śląskim

  • Wyjątkowe okoliczności przyrody – urokliwe miejsce i przepiękna pogoda

  • Wyjątkowe warsztaty.


W ciągu zaledwie dwóch dni zdobyłam nowe umiejętności, otrzymałam wartościową wiedzę i wiele inspiracji, by udoskonalać siebie i swoja pracę. Na pewno będę dzielić się z wami swoimi przemyśleniami w kolejnych wpisach.

Jeśli Ty także chcesz przeżyć te niesamowite emocje i wziąć udział w podobnym szkoleniu już w październiku, spełnij następujące warunki:

  • ukończ IV edycję MBC Lidership Academy lub weź udział w V (wakacyjnej) edycji, która już w lipcu
  • zdobądź tytuł Menadżera Klubu Oriflame

Teraz wróćmy do marzeń. Jedna z uczestniczek niezwykle wzruszająco opowiedziała, że kiedyś zapisała swoje marzenia i dziś ma to, o czym kiedyś marzyła i co zapisała. Sposób jaki mówiła, sprawił, że zaczęłam intensywnie wyobrażać sobie wszystko, czego chcę i natychmiast to zapisywałam. Powstało z tego kilka stron obrazu mojego życia – tego, co jest dla mnie ważne, co chcę robić, co osiągnąć, kim chcę się otaczać, jak wyglądać i żyć. Te zapisane kartki dodały mi energii i radości. Wiem, że będą dla mnie drogowskazem i odpowiednio nastawią moje działania.

A Ty, gdzie chcesz się znaleźć? Kim chcesz być? Jak żyć?

Zapisz swoje marzenia, zapisz wszystko, czego chcesz. Spisanie marzeń ma niezwykłą moc. Sprawia, że już wiesz, co jest ważne, Twoja podświadomość zaczyna działać, a Ty czujesz się bardziej zobowiązany – teraz tak łatwo nie zapomnisz o swoim marzeniu!

Na znaczenie spisania marzeń wskazują pewne amerykańskie badania. Po przeankietowaniu grupy uczniów okazało się, że tylko ok. 2% z nich wyznacza sobie cele, a jedynie połowa z tych 2% zapisuje je. Gdy po 20 latach sprawdzono jak powodzi się badanym, odkryto, iż Ci, którzy posiadali określone cele znacznie więcej osiągnęli i byli bardziej zadowoleni ze swojego życia. Najlepszymi wynikami mogli poszczycić się jednak Ci, którzy w czasie badania posiadali spisane cele.

Sama sprawdziłam skuteczność spisania celu, gdy rozpoczynając kwalifikację, odkryłam, iż zapisałam to sobie w terminarzu prawie rok wcześniej!

Co więc wybierasz?

Zachęcam Cię rozmarza się dziś z kartką papieru.

O marzeniach przeczytasz tez na stronie Kamili Molińskiej w zakładce Marzenia. We wpisie Bo marzenia się spełniają podzieliłam się swoim największym - jak do tej pory - spełnionym marzeniem.

wtorek, 2 marca 2010

Porażka czy wyzwanie - wybór należy do Ciebie.


Przypomniała mi się niedawno opowieść, którą kiedyś wyczytałam.

Na bezludną wyspę został wysłany sprzedawca butów. Po tygodniu wysłał on depeszę do zatrudniającej go firmy obuwniczej o następującej treści:
„Zabierzcie mnie stąd! Na tej wyspie sprzedaż butów jest niemożliwa – tutaj nikt ich nie nosi.”

Po około miesiącu na tę samą wyspę firma wysłała kolejnego sprzedawcę. Po tygodniu on również wysłał do swoich przełożonych depeszę:
„Szybko przyślijcie wszystkie zapasy magazynowe butów. Ta wyspa to istna żyła złota – tutaj nikt nie nosi butów.”

Osoby z tej samej branży, znajdujące się w tej samej sytuacji, a jakże różne podejście do tego, co je spotkało. Pierwszy potraktował bezludną wyspę jako porażkę i sytuację, w której nic nie da się zrobić. Drugi zauważył w tym wielką szanse dla siebie i postanowił ją wykorzystać.

Każdego z nas na co dzień spotyka wiele sytuacji, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się porażką. Możemy wtedy po prostu załamać ręce i poddać się, możemy też spróbować wykorzystać to, co się zdarzyło i wynieść z tego pewne korzyści.

Zgodnie z jedną z teorii psychologicznych warto trudne i stresujące wydarzenia traktować nie w kategoriach porażki czy straty, a spróbować podchodzić do nich jako do wyzwania. W momencie, gdy coś staje się dla nas wyzwaniem, przejmujemy nad tym kontrolę i czujemy, że rezultat zaistniałej sytuacji zależy od nas. To powoduje, że mamy motywację, by podjąć działania, zmienić coś.

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić.

Dlatego w chwili, gdy coś pójdzie nie po Twojej myśli, odetnij się od myśli w stylu: „To beznadziejne”, „Teraz to już nic nie da się zrobić” i zadaj sobie kilka prostych pytań:

- Co mogę zrobić, by zmienić tą sytuację? Kto może mi w tym pomóc? Jakie posiadane przeze mnie zasoby mogę wykorzystać?
- Jak mogę wykorzystać to, co się stało?
- Czego nauczyła mnie ta sytuacja?
- Co mogę robić w przyszłości, by podobne zdarzenia nie miały miejsca? Jak mogę przygotować się na takie sytuacje?

W pracy konsultanta i lidera często zdarzają się takie momenty, gdy wydaje nam się, że niewiele możemy zrobić.

Pomyślcie jak reagujecie, gdy klient z braku pieniędzy nic od Was nie zamawia. Można wtedy po prostu poddać się i stwierdzić: „No trudno, i tak wiedziałem, że nic nie kupi.” Można również spróbować potraktować tę sytuację jako wyzwanie i np. zaproponować mu kartę rabatową i prezentowanie katalogu znajomym. Jeśli się zgodzi, korzyści dla Was będą dużo większe niż tylko z zebranego zamówienia.


Podobnego przewartościowania można dokonać w sytuacji, gdy na prowadzone przez nasz szkolnie z 20 osób przychodzi 5 lub gdy nasz konsultant nikogo nie przyprowadza na spotkanie. Jednak, licząc na Waszą kreatywność, nie zamieszczę dziś moich rozwiązań. Czekam w komentarzach na Wasze propozycje.


Co zrobiłbyś w opisanej sytuacji na szkoleniu lub z konsultantem, aby wynieść z niej korzyści dla siebie?

Mój profil na facebook'u