Newsletter

Wpisz swój adres email, aby otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach. Za minutę otrzymasz mail weryfikujacy. Sprawdź proszę pocztę.

sobota, 29 maja 2010

Co sprawia Ci radość?


Zainspirowana dzisiejszym spotkaniem MBC, porannym bieganiem i niedawno odbytym rejsem postanowiłam pochylić się dziś nad poszukiwanym i upragnionym przez wszystkich szczęściem.

Pewnie niejednokrotnie zastanawiałeś się nad tym, co da Ci szczęście. Zapewne w swoim życiu postępujesz tak, by być szczęśliwym. Jestem również przekonana, że podążając drogą ku realizacji swoich marzeń, zbliżasz się do swojego szczęścia.

Dziś jednak chciałabym, byś zastanowił się nad codziennością i abyś to patetyczne nieraz szczęście sprowadził na poziom bardziej przyziemnej codziennej radości.

Czy każdego dnia dostarczasz sobie powodów do uśmiechu?
Czy budząc się rano, z ekscytacją czekasz na to, co przyniesie nowy dzień?
Czy wiesz, jak sprawić sobie radość?

Odpowiedz szczerze na te z pozoru błahe pytania. Co zauważasz?

Czy w drodze do swojego szczęścia pamiętasz o codziennej radości? Czy w Twoim życiu jest miejsce na drobne przyjemności i taką autentyczną, nieskrępowaną, dziecięcą radość? Czy w natłoku codziennych zajęć znajdujesz czas na dające Ci satysfakcję rzeczy?

Jeśli tak – gratuluję, już znalazłeś swoje szczęście.

Jeśli nie – zachęcam Cię byś podjął moje wyzwanie.

Zastanów się teraz, co sprawia, że się uśmiechasz, że jest Ci dobrze, że nabierasz chęci do działania. Pomyśl proszę, co daje Ci radość?

Ja odkryłam, że niesamowicie cieszy mnie ruch – szczególnie jazda na rolkach. Uwielbiam też sprawiać innym drobne bezinteresowne przyjemności oraz obserwować rozwój i sukcesy moich współpracowników. Radość daje mi taniec, spontaniczność i słońce, w ogóle dobrze się czuję w kontakcie z naturą. O ekscytację przyprawia mnie pokonywanie swoich ograniczeń, poznawanie siebie. Uśmiecham się, gdy dobrze się bawię, np. podczas koncertów. Odczuwam radość, gdy doświadczam bliskości ważnych dla mnie osób. A czasem cieszę się tak po prostu.

A jak jest z Tobą? Co Tobie sprawia radość?

Lubisz szybką jazdę samochodem? Zabawę z dzieckiem? Ugotowanie czegoś pysznego? Zjedzenie ulubionej potrawy? Seks? Ciekawą książkę? Jakiś sport? Malowanie? Śpiewanie? Tańczenie?

Gdy już wiesz, co to jest, znajdź na to czas!

Zachęcam Cię, byś zaczął wstawać o godzinę wcześniej i każdego dnia darowywał sobie godzinę radości. Taką godzinę tylko dla siebie, na naładowanie akumulatorów i dostarczenie sobie energii na cały aktywny dzień.

Zrób to! Nastaw budzik o godzinę wcześniej i zacznij od jutra!

Zobaczysz jak bardzo zmieni się Twój dzień (a w konsekwencji życie), gdy rozpoczniesz go od dających Ci radość czynności. Naprawdę poczujesz się lepiej, gdy zamiast porannej gonitwy, podarujesz sobie odrobinę przyjemności.

W naszej pracy wiele zależy od nastawienia, dlatego jestem przekonana, że dawanie sobie radości ma duże znaczenie. Szczególnie w sytuacji, gdy pojawiają się jakieś niepowodzenia i tracimy rozpęd do działania. Wtedy naprawdę warto odciąć się nieprzyjemnych wydarzeń i zająć tym, co daje nam radość. Przybici raczej nie wypadniemy dobrze na spotkaniu i nie zainspirujemy innych do realizacji ich celów.
Entuzjazm natomiast jest zaraźliwy – uśmiechnij się, a świat będzie się cieszył razem z Tobą! Pomyśl, gdy jesteś radosny wszystko przecież staje się prostsze. Łatwiej dzwonić, rekrutować, szkolić. Radosnym jest w życiu łatwiej, a na pewno weselej.

czwartek, 27 maja 2010

Czego nauczył mnie Brian Tracy?


Manager Klubu Oriflame - Małgorzata Butryn opowiada o tym, czego nauczył ją w czasie konferecji Brian Tracy.


Brian Tracy to wybitny mówca, szkoleniowiec i pisarz. Jest autorem wielu książek psychologiczno - motywacyjnych: Psychologia sprzedaży, Droga do bogactwa, Zjedź tą żabę itd.
Najbardziej w głowie pozostały mi informacje o tym, jak podwoić swoje zarobki. Tym też chciałabym się z Wami podzielić. Brian Tracy przekonywał, ze wystarczą trzy kroki, aby podwoić swoje zarobki:
  1. Wybierz jeden element pracy, który sprawia Ci radość i w nim się doskonal (np. pokazy kosmetyczne - rób je codziennie i przygotowuj się do nich - szkól się, wzbogacaj swój warsztat, szukaj nowinek).
  2. Stosuj PRAWO TRZECH - Zrób listę wszystkich rzeczy, jakie robisz w pracy. Tylko trzy zadania z tych wszystkich wypisanyc, są odpowiedzialne za 90% Twoich dochodów. Aby wybrać właściwe trzy pomyśl:
    a) Jeśli mogłabym/mógłbym robić tylko jedną rzecz z tej listy, która wniosłaby najwięcej?
    b) Jeśli mogłabym/mógłbym robić tylko dwie rzeczy z tej listy, jaka była by druga, która wniosłaby najwięcej?
    c) Jeśli mogłabym/mógłbym robić tylko trzy rzeczy z tej listy, jaka byłaby trzecia, która wniosłaby najwięcej?

    Rób mniej rzeczy (tylko te trzy), ale częściej i z większym zaangażowaniem. Doskonal się w nich.
  3. Pracuj, kiedy masz pracować.
    Co robisz, kiedy idziesz na ankiety?
    Co robisz, kiedy idziesz do biura?
    Co robisz, kiedy ktoś odwoła Ci spotkanie?
    Czy wtedy rozmawiasz z kolegą z pracy? Idziesz coś zjeść? Dzwonisz do znajomego?
    Przeciętny człowiek marnuje 50% swojego czasu w pracy, dlatego Ty go nie marnuj.

poniedziałek, 24 maja 2010

Na morzu



W sobotę w nocy wróciłam z rejsu. Zmęczona, zmarznięta i nieco obolała, ale przy tym dumna z siebie i bardziej dojrzała.

Ponieważ to tygodniowe doświadczenie było tak różne od tego, z czym ja - a pewnie i Wy również - mam do czynienia na co dzień, pomyślałam, że podzielę się z Wami moimi przeżyciami i przemyśleniami.

Życie na morzu dla kogoś takiego jak ja było dużym wyzwaniem, jednak każdy kolejny dzień umacniał mnie w przekonaniu, że jest to wyzwanie, któremu mogę sprostać i dzięki któremu mogę stać się silniejsza. Taka też wróciłam – poznałam swoją siłę, a przy tym spokorniałam, rozumiejąc, że nie z wszystkim można walczyć i pewne sytuacje należy po prostu zaakceptować zamiast niepotrzebnie tracić energię.



Miałam wrażenie, że na morzu przestałam zastanawiać się, co zrobić by było mi dobrze, wygodniej, przyjemniej, a zaczęłam myśleć, jak sprawić, by nie było mi niedobrze, by stawić czoła kolejnym zadaniom.


Większego znaczenia nabrała też dla mnie praca zespołowa. Poznałam siłę, która drzemie w zespole, wzajemne wsparcie, pomoc i dobrą zabawę.

Rytm dnia na żaglowcu: wczesne wstawanie, apele, czterogodzinne wachty, określone godziny posiłków i alarmy pozwalał na oderwanie się od codzienności i sprawiał, że wszystko stawało się proste. Na komfort, „uprzyjemniacie” i „zabijacze” czasu (jak telewizja, internet, jakieś spotkania) nie było miejsca, co umożliwiało kontakt ze sobą i swoimi emocjami, poznanie swoich reakcji i odkrycie kierujących nami mechanizmów.

Zadziwiające jak rzadko na co dzień przebywałam ze sobą, a tu w czasie nocnej wachty, gdy obserwowałam morze, miałam taką możliwość.

A Ty znajdujesz na to czas? Potrafisz przebywać ze sobą w ciszy i skupieniu?

Ten rejs był dla mnie niezwykłą szkołą. Dostarczył mi wielu okazji, by sprawdzić siebie, zmierzyć się ze sobą i pokonać swoje słabości.

Nie należę do osób, które panicznie boją się wysokości, nie jestem też jednak pasjonatką patrzenia w dół z dziesiątego piętra. Pewnie rozumiecie, o co mi chodzi i myślę sobie, że wielu z Was odczuwa podobnie. Dlatego też opowiem Wam o jednym z moich statkowych doświadczeń.

Na początku rejsu przy dużej pomocy naszego bosmana wdrapałam się na umieszczone w 1/3 wysokości masztu gniazdo. Roztaczał się w niego niezwykły widok, wiedziałam jednak, że wyżej jest jeszcze piękniej. Mimo to bałam się wspinać dalej. Myśl, by wejść na samą górę nawiedzała mnie każdego dnia. Za każdym razem jednak, gdy miałam okazję zmierzyć się z wysokością stosowałam jakiś wykręt. Niby chciałam, ale nawet nie próbowałam. Aż w końcu przyszedł taki moment, kiedy bosman zaproponował nam zbliżenie się do portu w nietypowy sposób. Nazwał to paradą rejową i chciał, aby kilkanaście osób wspięło się na maszt i porozstawiało się po rejach (poziome belki na maszcie, do których przymocowane są żagle). Pomyślałam, że teraz albo nigdy! Słuchając rad cierpliwego oficera i obserwując wykonywane przez niego kroki, zaczęłam powoli, pod jego okiem, wspinać się do góry. Moim celem była druga reja. Gdy już na niej się znalazłam, poczułam gotowość by pójść wyżej i naprawdę zapragnęłam znaleźć się na samej górze. Tą dalszą podróż podjęłam już sama i choć momentami odczuwałam niepewność - ogromna chęć, by spełnić swoje marzenie i doświadczyć czegoś wyjątkowego dawała mi siłę, by wspinać się dalej. To naprawdę niesamowite uczucie znaleźć się na wysokości przeszło 20 metrów, stojąc na linie i wspierając się tylko o reję. Poczucie mocy, duma z pokonania siebie i szerokie pole widzenia były właściwą nagrodą.

Nie opowiadam Wam tego tylko po to, by się pochwalić. Jestem przekonana, że odnajdujecie w tej historii analogię do – czasem wymagającego ogromnej siły i zaparcia - sięgania po swoje cele.

Życzę Wam więc radości ze wspinania się na Wasze wysokie maszty.

Mój profil na facebook'u